Pożegnanie przemyskiego Szwejka

ś.†p. Julian Smuk – przemyski Szwejk

W słoneczne południe 3. lutego pożegnaliśmy Człowieka – Instytucję, a naszego fajczarskiego Brata i Przyjaciela. Przemyski Szwejk zameldował się na ostatnim odwachu u Najjaśniejszego Pana.

Nadsański gród przywitał nas mroźną, ale słoneczną aurą – jak gdyby u Bramy Niebieskiej cieszono się z przybycia komendanta Bramy Fortecznej przy ul. Sanockiej w Przemyślu. Na pewno wparadował tam ze zwykłą sobie swadą i pewnie teraz już przepustki rozdaje. Ciekawe, jakim „haszkowym” tytułem uraczył św. Piotra? I tylko nam tutaj już nigdy nie będzie tak samo.

ś.†p. Julian Smuk nie od razu został Szwejkiem. Pracował w znanej przemyskiej ludwisarni Felczyńskich, później „na kolei”, co wspominał ze swym charakterystycznym humorem. Zwłaszcza funkcja dyżurnego ruchu, którą sprawował przez pewien czas, budziła w nim iście szwejkowskiego ducha: „Nielichy idiota to musi być, skoro do każdego pociągu wychodzi, ale do żadnego nie wsiada”.

Być może dlatego, gdy pod koniec ubiegłego wieku zawiązywało się stowarzyszenie, znane dziś jako Przemyskie Stowarzyszenie Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka – podjął się roli Szwejka właśnie. (Podobno wszyscy koledzy chcieli być oficerami, a Jego jednego nie skusił blichtr „burdeli dla szarż”.) I tak stał się żywym symbolem miasta i twierdzy, bo zwiedzanie w Jego towarzystwie zawsze było radosną przygodą.

Patrolował nadsańskie bruki, zakuwał w kajdany celebrytów, wydawał przepustki do twierdzy („wolno korzystać z latryn, ale papier trzeba mieć własny”) tudzież urzędowe certyfikaty idiotyzmu („Wydaje komisja lekarska – lekarz weterynarii i doktor nauk, czyli ja. Doktorat mi zabrali, nałóg został”) zwalniające ze służby wojskowej (i kierujące na… utylizację do przemyskiej ubojni), salutował w Wiedniu przy grobie dowódcy przemyskiej twierdzy generała Hermanna Kusmanka. Wszędzie z nieodłączną fają (bo fajką nazwać tego monstrum się nie da) niósł szwejkowski humor i fajczarską refleksję. Był wszędzie rozpoznawalny – właśnie jako Szwejk – i wszędzie był ambasadorem stolicy polskiej fajki.

Zmarł nagle, w imponującym wieku 79 lat, we własnym domu, 31-go stycznia 2021. Pogrzeb na Cmentarzu Głównym przy ul. Słowackiego w Przemyślu poprzedziła msza św. w Jego intencji, odprawiona w bazylice archikatedralnej. W ostatniej drodze towarzyszył mu tłum przyjaciół i znajomych oraz liczne delegacje oficjalne.

Niechaj Ci nigdy fajka nie gaśnie!

Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było. – Józef Szwejk (Jaroslav Hašek, Przygody dobrego wojaka Szwejka)

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *